Dariusz Kwiatkowski

doradca restrukturyzacyjny
radca prawny

Zakorzeniony w biznesie licencjonowany doradca restrukturyzacyjny i radca prawny. Doświadczenie zdobywał przy największej restrukturyzacji budowlanej grupy kapitałowej notowanej na warszawskiej giełdzie papierów wartościowych. Skutecznie zrestrukturyzował warszawskiego dewelopera będąc wiceprezesem zarządu. Zasiadał w licznych radach nadzorczych spółek kapitałowych.
[Więcej >>>]

Jednym z najważniejszych kryteriów określenia odpowiedzialności majątkowej członków zarządu za zobowiązania spółki – zarówno na gruncie prawa cywilnego, jak i podatkowego – jest zdefiniowanie momentu, w którym należało zgłosić wniosek o ogłoszenie upadłości. Co do zasady, jeżeli członkowie zarządu dopełnili tego obowiązku mogą spać spokojnie, gdyż praktycznie nie istnieje możliwość zobowiązania ich do spłaty długów spółki z prywatnego majątku. To z kolei oznacza, że zdecydowana większość doktryny i orzecznictwa koncentruje się na określaniu momentu właściwego na złożenie wniosku o upadłość. W ostatnim czasie natomiast pojawił się ciekawy wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego w tym zakresie.

Trzeba odwołać się do Prawa upadłościowego

Sądy zgodnie przyjmują, że przy wykładni terminu „upadłość” zastosowanym w przepisach Ordynacji podatkowej oraz Kodeksie spółek handlowych regulujących kwestie ponoszenia odpowiedzialności majątkowej członków zarządu za długi spółki, należy odwołać się do właściwych uregulowań Prawa upadłościowego.

Te zaś stanowią, że dłużnika uważa się za niewypłacalnego w sytuacji, gdy nie wykonuje swoich wymagalnych zobowiązań pieniężnych, natomiast dłużnika będącego osobą prawną albo jednostką organizacyjną nieposiadającą osobowości prawnej, której odrębna ustawa przyznaje zdolność prawną, uważa się za niewypłacalnego m.in. wtedy, gdy jego zobowiązania przekroczą wartość jego majątku, nawet wówczas, gdy na bieżąco te zobowiązania wykonuje. W każdym razie Prawo upadłościowe przewiduje, że dłużnik na złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości ma 30 dni licząc od dnia, w którym nastąpiła niewypłacalność.

To z kolei oznacza, że to jakiej chwili spółka okazała się niewypłacalna należy określić niezwykle precyzyjnie, a więc co do dnia. Tylko w ten sposób możliwe jest obliczenie upływu wskazanego powyżej terminu na złożenie w sądzie wniosku o ogłoszenie upadłości.

Wysokość zobowiązań nie ma znaczenia

Biorąc pod uwagę wskazane powyżej uregulowania Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z dnia 1 marca 2019 roku, sygn. akt I FSK 268/17 uznał, że dla powstania stanu niewypłacalności nieistotne jest, czy dłużnik nie wykonuje wszystkich zobowiązań, czy też tylko niektórych z nich, a także czy nie wykonuje wymagalnych zobowiązań pieniężnych niepieniężnych.

Jednocześnie nieistotny jest rozmiar niewykonywanych przez dłużnika zobowiązań. To z kolei oznacza, że nawet niewykonywanie zobowiązań o niewielkiej wartości oznacza niewypłacalność dłużnika. W realiach każdej z tego typu spraw należy pamiętać, że ustawodawca nie powiązał stanu niewypłacalności ze stanem majątku dłużnika, ale z jego zachowaniem, a konkretnie zaniechaniem – zaprzestaniem płacenia długów.

Oznacza to, że precyzyjne zdefiniowanie czasu, w jakim należało złożyć wniosek o ogłoszenie upadłości nie wymaga analizy stanu majątku spółki i tego, czy zobowiązania przekraczają jego wartość. A więc istotny jest jedynie obiektywny stan nieregulowania wymagalnych zobowiązań. Niewypłacalność istnieje więc nie tylko wtedy, gdy dłużnik nie ma środków na spłatę swoich długów, lecz także wtedy, gdy nie wykonuje on zobowiązań z innych przyczyn.

Oczywiście nieco inaczej należy określać, czy doszło do „przekraczania” wartości majątku spółki przez wysokość zobowiązań. W tym obszarze konieczne jest np. badanie ksiąg i dokumentów spółki, sporządzanych bilansów, czy innych dokumentów księgowych. Określenie dnia, w którym zaszła przesłanka niewypłacalności nie jest prosta, zwłaszcza w przypadku spółek prowadzących działalność w dużych rozmiarach. Jednak z drugiej strony zarząd musi mieć świadomość, że lekceważenie drobnych, wydawać by się mogło nieistotnych z punktu widzenia całości prowadzącego biznesu zobowiązań może doprowadzić do bardzo poważnych konsekwencji, włącznie z pociągnięciem jego członków do osobistej odpowiedzialności za tego typu zobowiązania.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 600 325 275e-mail: biuro@kosmal-kwiatkowski.pl

Każdy członek zarządu jest „między młotem a kowadłem” – z jednej strony zobligowany jest do działalności zgodnej z prawem i w interesie spółki (która nie zawsze jest tożsama z korzyścią wspólników), z drugiej zaś wspólnicy, czy rada nadzorcza bardzo często żądają podejmowania określonych kroków, niejednokrotnie takich, z którymi sam członek zarządu nie do końca się zgadza. Stąd, aby uniknąć tego typu sytuacji i jak najszybszej rozwiązywać mogące się pojawić problemy, wiele spółek wprowadza różnego rodzaju regulacje wewnętrzne jasno określające podział zadań i obowiązków. Jednak warto zastanowić się, czy tego typu dokumenty mają jakiekolwiek znaczenie „na zewnątrz”, np. w kwestii zasad ponoszenia odpowiedzialności przez członków zarządu.

Organizacja działalności spółki to jej wewnętrzna sprawa

Ostatnio postawioną we wstępie kwestią zajął się Sąd Najwyższy, który w wyroku z dnia 7 lutego 2019 roku, sygn. akt II CSK 8/18 stwierdził, że umowa spółki może przewidywać konieczność uzyskania zgody powołanych w niej organów na dokonanie czynności o innej charakterystyce niż określona przez ustawodawcę. Możliwość ta wynika przede wszystkim ze swobody, jaka przysługuje wspólnikom w określaniu zasad relacji pomiędzy nimi a prowadzącym sprawy spółki zarządem. Nie ma wątpliwości, że – pomimo faktu, że spółka posiadająca osobowość prawną jest bytem różnych od wspólników – mają oni prawo na bieżąco monitorować jej sytuację, podejmowane inicjatywy gospodarcze, czy kontrolować działalność zarządu. Jednak podstawowe pytanie brzmi, czy te wewnętrze uregulowania w jakikolwiek sposób przekładają się na działalność spółki w stosunku do osób trzecich.

W cytowanym powyżej orzeczeniu Sąd Najwyższy rozważając ten problem odwołał się przede wszystkim do art. 17 § 3 Kodeksu spółek handlowych, zgodnie z którym czynność prawna dokonana bez zgody właściwego organu spółki, wymaganej wyłącznie przez umowę spółki albo statut, jest ważna, jednakże nie wyklucza to odpowiedzialności członków zarządu wobec spółki z tytułu naruszenia umowy spółki albo statutu. W praktyce oznacza to, że kontrahenci spółki nie muszą zajmować się kwestiami jej wewnętrznej organizacji – jednak członek zarządu już tak, gdyż z tytułu przekroczenia tych zasad może ponieść odpowiedzialność.

Również sama spółka może żądać odszkodowania od członka zarządu

W sytuacji, gdy członek zarządu przekracza postanowienia statutu bądź umowy i w związku z tym prowadzi do powstania szkody, sama spółka może zażądać od niego odszkodowania. Tezę tę przyjął także Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 17 kwietnia 2015 roku, sygn. akt I CSK 289/14.

W uzasadnieniu swojego stanowiska SN podniósł, że skuteczne ograniczenie działalności zarządu wobec osób trzecich może wynikać jedynie z ustawy. Stąd dopiero wówczas, gdy np. zarząd podjął działania sprzeczne z przepisami prawa bądź wspólnicy podjęliby uchwałę o takim charakterze, nie mogłaby ona doprowadzić do powstania skutków prawnych. Jednak czymś zupełnie innym jest pociągnięcie do odpowiedzialności członka zarządu za podejmowanie tego typu działań.

Oczywiście w grę wchodzi tutaj zastosowanie zwyczajnych zasad odpowiedzialności odszkodowawczej, a więc przede wszystkim konieczność wykazania członkowi zarządu zawinionego działania, które pozostaje w adekwatnym związku przyczynowym z powstałą szkodą. Jednak biorąc pod uwagę realia działalności spółek, zwłaszcza zwyczajowo wymagana od członków zarządu znajomość zasad organizacyjnych, wykazanie tych przesłanek może nie być trudne. Nie oznacza to jednak, że członkowi zarządu można przypisać odpowiedzialność za dowolne przekroczenie postanowień statutu bądź umowy spółki. Wręcz przeciwnie – instytucja ta nie może być nadużywana, a zarówno naruszenie, jak i powstała szkoda muszą mieć odpowiedni ciężar gatunkowy.

Na marginesie warto także wspomnieć, że nawet w sytuacji, gdy przekroczenie przez członka zarządu wiążących go postanowień statutu bądź umowy nie doprowadzi do powstania szkody, może on ponieść odpowiedzialność organizacyjną, np. w postaci odwołania z zajmowanej funkcji.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 600 325 275e-mail: biuro@kosmal-kwiatkowski.pl

W normatywnym sensie każdy człowiek ponosi odpowiedzialność za swoje działania i zaniechania, zwłaszcza, gdy prowadzą one do wyrządzenia drugiemu szkody. W tym sensie osoby fizyczne mogą odpowiadać także za szkody wyrządzone przez osoby prawne, którymi zarządzają. W związku z tym odpowiedzialność członków zarządu za zobowiązania spółki, zawsze należy traktować, jako konieczność wyrównania skutków ich własnych zaniedbań.

Mówiąc najprościej ustawodawca zakłada, że gdyby członek zarządu postępował prawidłowo – np. zgłaszając we właściwym czasie wniosek o ogłoszenie upadłości prowadzonej przez niego korporacji – jego wierzyciele mieliby realne szanse na zaspokojenie swoich praw. Skoro zaś postąpił wbrew przepisom prawa musi sam pokryć te wierzytelności. Jednak należy pamiętać, że nie zawsze formalne sprawowanie funkcji członka zarządu wiąże się z możliwością realnego wykonywania związanych z tym zadań. Czy więc w taki sytuacjach zasiadający w tym organie osoby prawnej również ponosi wskazaną tu odpowiedzialność?

Nie można ponieść odpowiedzialności, jeżeli nie można działać

W pierwszej kolejności należy podnieść, że co do zasady członek zarządu może ponieść osobistą odpowiedzialność (swoim prywatnym majątkiem) za wszystkie zobowiązania, które powstały w okresie sprawowania przez niego swojej funkcji. Jednocześnie każdy wchodzący w skład zarządu musi pamiętać, że odpowiedzialność ta dotyczy także zobowiązań powstałych dopiero po powstaniu przesłanek jej ponoszenia – a więc po powstaniu stanu niewypłacalności, a nawet już po ogłoszeniu upadłości. W praktyce oznacza to, że zaprzestanie pełnienia funkcji w zarządzie wcale nie musi oznaczać końca problemów ze spłatą wierzytelności spółki. W związku z tym należy uznać, że członek zarządu w sposób nieograniczony odpowiada swoim majątkiem jedynie za te zobowiązania spółki, które stanowią wynik sprawowania tejże funkcji.

Jednak nadal nierozstrzygnięty pozostaje problem, czy w kwestii oceny zachodzenia przesłanek tejże odpowiedzialności należy badać okres formalnego wypełnienia zadań członka zarządu (np. czas od powołania do odwołania z tej funkcji), czy też rzeczywistej aktywności w zarządzie.

Sąd Najwyższy odnosząc się do tej kwestii stwierdził w wyroku z dnia 14 kwietnia 2016 roku, sygn. akt IV CSK 485/15, że członek zarządu spółki nie może ponosić odpowiedzialności za zobowiązania, które powstały w okresie, w którym nie pełnił on tej funkcji, ale także za te, które powstały w okresie, w którym członek zarządu pozostając w zarządzie nie mógł, wskutek szczególnych regulacji tego zarządu odnośnie do majątku sprawować. Sąd Najwyższy za przykład takich „szczególnych regulacji” podał pozbawienie możliwości sprawowania zarządu na skutek prowadzenia postępowania upadłościowego. Z całą pewnością tezę tę można odnieść także do analogicznej sytuacji występującej w procedurach restrukturyzacyjnych.

Brak możliwości, to nie lenistwo

To zaś oznacza, że zanim sąd nakaże członkowi zarządu spłacać długi spółki musi zbadać, czy w okresie, w którym powstały nieuregulowane zobowiązania faktycznie mógł on wypełniać swoje zadania. Jednak – co z kolei wynika z ustabilizowanego orzecznictwa zarówno Sądu Najwyższego, jak i sądów niższych instancji – zasada ta nie ma zastosowania wówczas, gdy członek zarządu nie podejmował odpowiednich działań na skutek wewnętrznego podziału zadań w samym zarządzie.

W związku z tym członek zarządu nie może uwolnić się od omawianej tu odpowiedzialności np. tłumacząc się, że kwestie związane z płynnością finansową spółki należały do jego kolegi z tego organu – on zaś zajmował się pozyskiwaniem nowych klientów, czy rynków zbytu. Miarodajne zawsze pozostaje to, kto i w jakim czasie pełnił funkcję w zarządzie, a nie w jakim sposób członkowie tego organu organizowali swoją pracę. Tym bardziej więc członek zarządu nie może skutecznie powoływać się na „bycie słupem”, czy brak dostępu do pełnej dokumentacji księgowej spółki.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 600 325 275e-mail: biuro@kosmal-kwiatkowski.pl

Nieruchomości w przeważającej większości przypadków stanowią rentowną inwestycję kapitału. Natomiast dla banku, czy innego rodzaju instytucji pożyczkowych nieruchomości stanowią pewne zabezpieczenie udzielanego kredytu – stąd przeważnie stanowią kluczowy czynnik w badaniu zdolności kredytowej, w tym także w przypadku chęci pozyskania przez przedsiębiorcę finansowania na rozwój jego biznesu. Jednak z punktu widzenia wierzycieli posiadanie przez ich dłużnika nieruchomości nie zawsze musi oznaczać łatwą i szybkę egzekucję – a więc w istocie skuteczne odzyskanie swoich należności. Oczywiście proces ten relatywnie najłatwiej przebiega w przypadku zabezpieczenia hipotecznego. Kwestie te mają także kluczowe znaczenie z punktu widzenia zasad ponoszenia osobistej odpowiedzialności członków zarządu za zobowiązania spółki.

Długość i koszt egzekucji z nieruchomości ma kluczowe znaczenie

Zwrócił na to ostatnio uwagę Wojewódzki Sąd Administracyjny w Białymstoku z dnia 17 lipca 2019 roku, sygn. akt I SA/Bk 206/19. Sprawa dotyczyła ewentualnego poniesienia przez członka zarządu spółki osobistej odpowiedzialności za jej zobowiązania podatkowe. Jak wiadomo pociągnięcie członka zarządu do takiej odpowiedzialności możliwe jest wtedy, gdy egzekucja należności podatkowych z majątku spółki okaże się bezskuteczna, a członek zarządu nie zgłosił na czas wniosku o ogłoszenie jej upadłości. Jednocześnie osoba pełniąca funkcje w zarządzie może uwolnić się od tej odpowiedzialności wskazując majątek spółki, z którego można by skutecznie przeprowadzić egzekucję.

W realiach niniejszej sprawy obciążony długami podatkowymi spółki członek jej jednoosobowego zarządu podnosił m.in., że organy podatkowe nie wykazały mu bezskuteczności egzekucji z majątku samej korporacji. W tym kontekście sąd podkreślił, że okoliczność ta może zostać dowiedziona na mocy każdego prawnie dopuszczalnego dowodu. A więc nie jest tu konieczne wydanie postanowienia o umorzeniu postepowania egzekucyjnego.

W sprawie tej za dowód bezskuteczności uznano m.in. stwierdzenie braku jakichkolwiek środków finansowych spółki, faktycznie nieprowadzenie przez nią działalności gospodarczej, czy brak chętnych na zakup nieruchomości spółki w licytacji prowadzonej przez komornika. Właśnie fakt posiadania przez spółkę nieruchomości stał się jedną z głównych kontrowersji, sprowadzającej się do pytania, czy sam fakt posiadania przez spółkę nieruchomości może ustrzec członka jej zarządu od poniesienia osobistej odpowiedzialności?

Nieruchomość spółki nie ratuje sama przez się członka zarządu przed odpowiedzialnością

W świetle cytowanego powyżej orzeczenia – a właściwie ustabilizowanej judykatury sądów administracyjnych – sam fakt posiadania przez spółkę nieruchomości nie oznacza braku stanu bezskuteczności egzekucji. Wiadomo, że zawsze każda egzekucja – zarówno cywilna, jak i administracyjna – jest procesem kosztownym i długotrwałym. Wynika to nie tylko ze skomplikowania procedur, czy szerokich możliwości odwoławczych dłużnika.

Nie raz o niepowodzeniu tego rodzaju prób przymuszenia do wykonania zobowiązania decyduje czynnik niezwykle prozaiczny: brak – jak w niniejszej sprawy – zainteresowanych kupnem danej działki. To z kolei w wielu przypadkach prowadzi do sprzedaży danej nieruchomości praktycznie za bezcen, przez co po prostu nie pokrywa się całości zobowiązania.

Podsumowanie

W orzeczeniu tym białostocki WSA stwierdził, że w przypadku stwierdzenia, iż spółka jest właścicielem nieruchomości do stanu bezskuteczności niezbędne jest stwierdzenie, że długotrwałość egzekucji z nieruchomości i prognozowane koszty egzekucyjne w przypadku wszczęcia takiej egzekucji nie przekroczą uzyskanych wpływów pozwalających na pokrycie długu. Jednocześnie do stwierdzenia bezskuteczności egzekucji nie jest niezbędne zajęcie nieruchomości. Mówiąc więc inaczej w takich sprawach zawsze trzeba konkretnie ocenić stan faktyczny – a zwłaszcza rzeczywisty „potencjał egzekucyjny” danej nieruchomości.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 600 325 275e-mail: biuro@kosmal-kwiatkowski.pl

Przy wykładni prawa niezwykłe, wręcz kluczowe znaczenie, mają kwestie związane z odpowiednim rozumieniem terminologii użytej przez ustawodawcę. Rzeczywiście dla osób, które nie są na co dzień związane z problemami wynikającymi ze stosowaniem przepisów, spory o „przecinki”, czy „słówka”, mogą wydawać się nieco przesadzone. Tymczasem od tego, jakie znaczenie zostanie nadane danym wyrażeniom użytym przez prawodawcę zależy np. co adresat normy prawnej powinien czynić, i jaka sankcja grozi mu za przekroczenie określonych norm. Jednym z najczytelniejszych przykładów tego rodzaju problemów jest niedawno wskazane w orzecznictwie Naczelnego Sądu Administracyjnego zagadnienie zasad stwierdzania kogo należy uznać za członka zarządu spółki, odpowiedzialnego za jej zobowiązania podatkowe.

NSA ma wątpliwości

Zgodnie z art. 116 § 2 Ordynacji podatkowej odpowiedzialność członków zarządu obejmuje m.in. zaległości podatkowe z tytułu zobowiązań, których termin płatności upływał w czasie pełnienia przez nich obowiązków członka zarządu. Z punktu widzenia wykładni tego przepisu, praktycznie każdy z użytych w nich sformułowań nie jest jednoznaczny. Jednak kluczowe znaczenie dla obciążenia danego członka zarządu zobowiązaniami podatkowymi wygenerowanymi przez zarządzaną przez niego spółkę jest określenie co to znaczy „pełnić” obowiązki członka zarządu.

Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z dnia 4 lipca 2019 roku, sygn. akt II FSK 658/18 stwierdził, że „pełnienie” obowiązków członka zarządu, a nie ich „wykonywanie” oznacza, że odpowiedzialność członka zarządu uzależniona jest od pełnienia tej funkcji, a nie jedynie faktycznego wykonywanie obowiązków członka zarządu. W praktyce niesie to ze sobą bardzo poważne konsekwencje. Otóż okazuje się, że to, czy dany członek zarządu powinien ponieść odpowiedzialność za długi spółki zależy tylko i wyłącznie od formalnego spełnienia warunków pełnienia członka zarządu. Mówiąc inaczej za długi spółki może odpowiadać także osoba, która nie miała nic do powiedzenia w spółce albo zajmowała się kwestiami niezwiązanymi z finansami.

Odpowiedzialność ma charakter solidarny

Oczywiście tezy te – przyjęte, co niezwykle istotne, przez Naczelny Sąd Administracyjny – mają kolosalne znaczenie zarówno dla organów państwa próbujących odzyskać należności podatkowe, jak i osób prawnych oraz fizycznych zmagających się z analogicznymi problemami. Przede wszystkim przytoczone powyżej wywody zupełnie uwalniają wierzycieli od konieczności rozważania np. czy dany członek zarządu rzeczywiście miał wpływ na zaciągnięcie danego zobowiązania lub był świadom jego istnienia. Wystarczy, że wierzyciel wykaże, że dana osoba faktycznie pełniła funkcję w zarządzie, a więc – mówiąc najprościej – że dopełniono wszelkich formalności związanych z obsadzeniem jej w tym organie.

Podsumowanie

Należy podkreślić, że odpowiedzialność członków zarządu za zobowiązania osoby prawnej ma charakter solidarny, a więc to od wierzyciela zależy, do kogo on zwróci się o pokrycie danej należności. Ma on prawo zażądać zapłaty od wszystkich członków zarządu bądź tylko od jednego z nich. Jednocześnie członek zarządu, do której wierzyciel zwrócił się ze swoim roszczeniem nie może uwolnić się od odpowiedzialności twierdzeniem, że daną wierzytelność powinni zaspokoić wszyscy pełniący wraz z nim funkcję w tym organie osoby prawnej.

Stąd też, można stwierdzić, że każdy członek zarządu – oczywiście po spełnieniu szczegółowych przesłanek – ma obowiązek pokryć zobowiązania zarządzanej przez siebie osoby prawnej. Dopiero wówczas pojawia się możliwość, aby poszczególni członkowie zarządu „rozliczyli się” między sobą z pokrytych tego rodzaju należności.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: +48 600 325 275e-mail: biuro@kosmal-kwiatkowski.pl